O autorze
Urodziłem się i mieszkam w Warszawie. Patrząc na ulice tego miasta sam dostrzegam pewien dysonans między tematyką mojego bloga, która ma dotykać stylu, dobrego smaku i różnych odcieni czegoś co zwykło się nazywać elegancją. Nie wiem, co prawda czy mam prawo się na tematy stylu i mody wypowiadać. Pewnie wielu powie, że nie powinienem bo brak mi wykształcenia w kierunku stylizacji, mody, sztuki i jej historii. Przez wiele lat wykonywałem zawód, raczej nie kojarzony z modą i stylem. Księgowy, mówią o profesji, którą przez lata zarabiałem na bułkę z masłem. Milsi znajomi używają określenia ekonomista, żeby mi nie było przykro. Facet z liczydłami i w zarękawkach nie do końca bowiem harmonizuje z wzorcem eleganckiego i stylowego mężczyzny. Może taka jest rzeczywistość, a może nie. Co tam, myślę sobie. Podobno dobrze piszę więc, jak będzie nawet niefachowo to może chociaż stylowo i elegancko.

Aniołek Putina

Czy, patrząc na wydarzenia na Ukrainie powinniśmy je uznać za coś w rodzaju siły wyższej? Czy, dopóki nie jest za późno należałoby złagodzić krytykę wobec Rosji? Moim zdaniem, to właśnie działanie Putina jest oznaką jego głębokich obaw. Obaw o własną skórę i tron cara Rosji.

Od listopada ubiegłego roku, ze zmiennym zainteresowaniem śledzimy w Polsce sytuację na Ukrainie. Solidaryzowaliśmy się z prozachodnimi przemianami zainicjowanymi na Majdanie, wyrażaliśmy obawy wobec tendencji skrajnie nacjonalistycznych. Prawy Sektor to nie jest ulubiona w Polsce ukraińska formacja polityczna.



Przyglądając się retoryce wobec spraw ukraińskich można było zauważyć jak zmieniła się od zawodu, po informacji o wstrzymaniu podpisania umowy stowarzyszeniowej poprzez sympatyzujące lekceważenie, gdy pierwsze grupki protestujących pojawiły się na ulicach, aż po szacunek i podziw z domieszką lęku, który zawsze budzi niepowstrzymana fala rewolucji.

My tu w Polsce mogliśmy się właściwie przyglądać i kibicować niczym sympatyk sportów przed telewizorem. Przełączaliśmy kanały z Soczi na Kijów zastanawiając się, kto wygra i, co to dla nas oznacza.
Jakie realne znaczenie ma dla mieszkańca naszego kraju rozwój sytuacji na Ukrainie. W interesie Polski i Polaków jest sąsiedztwo z krajem stabilnym gospodarczo i politycznie, przyjaznym i nowoczesnym. Kraj to nie tylko jego rząd i polityka, ale przede wszystkim mieszkańcy. To jak postrzegają nas, przybyszów z Polski. Czy nas lubią? Czy nam ufają? Czy są gotowi robić z nami interesy?

Przez lata, między Polakami a Ukraińcami nie układało się zbyt dobrze. Były w naszej wspólnej historii także rozdziały tragiczne. Moim zdaniem tak ekstremalne zdarzenia jakie były kiedyś, wspólnym polsko-ukraińskim udziałem stanowią przestrogę i naukę. Pokazują czym kończy się niezrozumienie, brak wzajemnego szacunku, niepohamowana agresja.

Te właśnie elementy z historii Ukrainy pozwalają jej dotychczas, w miarę spokojnie przetrwać obecny kryzys. Dzięki wyobraźni i powściągliwości nie doszło dotychczas do poważnych starć na Krymie i we wschodniej części kraju.
Nie wolno nam jednak, jako sąsiadom i stosunkowo niedawnym towarzyszom niedoli Ukraińców usprawiedliwiać i wspierać pośrednio agresywnych poczynań Rosji. To już z pewnością nie leży w naszym polskim interesie.

Pan bloger Kubacki wieszczy, że CAŁA Europa przyjmie i zaakceptuje fakty dokonane kreowane przez Rosję na Ukrainie. Co więcej uważa, że to działanie słuszne. Bredzi o jakimś polskim uderzaniu w Rosję i o tym, że jest ono bez znaczenia.
Owszem, byłoby, gdyby nie fakt, że Polska to także NATO i Unia Europejska. Jeśliby zgodzić się z pomysłami Pana Kubackiego to można, by już dziś zwinąć sztandary europejskich sojuszy i ustawiać się w kolejce na Kreml, by wyżebrać lepszy od innych ochłap.

Polska nie ma innej możliwości niż gra zespołowa Panie Kubacki. Jej zespołem zaś nie są już, dzięki Bogu, RWPG ani Układ Warszawski, ale UE i NATO.
Warto jednak wspomnieć o innej ważnej kwestii. Mianowicie o tym jakimi sposobami my z Zachodu możemy zmienić sposób postrzegania nas przez Rosjan na Ukrainie i w samej Rosji. Dziś, dzięki skutecznej propagandzie Putina, to my jesteśmy agresorami Krymu, faszystami i banderowcami. Brakuje tylko „zaplutych karłów reakcji” i „rewizjonistów z Bonn”. Nasze polskie doświadczenia pokazują jednak , że pozytywne uczucia wobec „zgniłego Zachodu” potrafią wytrzymać nasiloną propagandę. Tu widzę możliwości oddziaływania na Rosję. Na wyborców, którzy tak jak wynieśli Putina na carski tron mogą go z niego strącić.

Zamiast, więc, jak bloger Kubacki, idąc po linii populizmu narzekać na naszych polityków i media może warto zająć się czymś konstruktywnym.
Trwa ładowanie komentarzy...