O autorze
Urodziłem się i mieszkam w Warszawie. Patrząc na ulice tego miasta sam dostrzegam pewien dysonans między tematyką mojego bloga, która ma dotykać stylu, dobrego smaku i różnych odcieni czegoś co zwykło się nazywać elegancją. Nie wiem, co prawda czy mam prawo się na tematy stylu i mody wypowiadać. Pewnie wielu powie, że nie powinienem bo brak mi wykształcenia w kierunku stylizacji, mody, sztuki i jej historii. Przez wiele lat wykonywałem zawód, raczej nie kojarzony z modą i stylem. Księgowy, mówią o profesji, którą przez lata zarabiałem na bułkę z masłem. Milsi znajomi używają określenia ekonomista, żeby mi nie było przykro. Facet z liczydłami i w zarękawkach nie do końca bowiem harmonizuje z wzorcem eleganckiego i stylowego mężczyzny. Może taka jest rzeczywistość, a może nie. Co tam, myślę sobie. Podobno dobrze piszę więc, jak będzie nawet niefachowo to może chociaż stylowo i elegancko.

"Unsere Mütter, unsere Väter" - wojna po niemiecku w stylu Spielberga

„Unsere Mütter, unsere Väter.” (Nasze matki, nasi ojcowie). To tytuł mini-serialu, którego głównym producentem jest niemiecka państwowa stacja telewizyjna ZDF. Jeśli podobał się wam sposób operowania kamerą w Kompanii Braci to tutaj znajdziecie wiele podobieństw. Akcja toczy się wartko, bez dłużyzn. Sprawna i dobrze zrealizowana wysokobudżetowa produkcja. Kosztowało to 14 milionów Euro. Każdy odcinek obejrzało ok 7 mln. widzów. Można go zobaczyć na Youtube z angielskimi napisami. Film w ponad czterogodzinnej, podzielonej na trzy osłony opowieści przedstawia epicki obraz losów piątki berlińczyków. Barmanka - Greta, która oddaje się później oficerowi SS w zamian za sponsoring i pomoc w karierze piosenkarki. Viktor – Żyd, którego rodzina straciła pracownię podczas Nocy Kryształowej, Charlotte, którą poznajemy w dniu zgłoszenia się na front jako pielęgniarka oraz dwaj bracia: (młodszy) Friedhelm, nazywany przez starszego Wilhelma „molem książkowym”. W rodzeństwie to Wilhelm, oficer Wehrmahtu jest oczkiem w głowie swojego ojca. Ma już za sobą wojenną drogę przez Polskę i Francję. Dziś bawi się z przyjaciółmi a już jutro zabierze brata na podbój Związku Sowieckiego. Wszyscy znają się od dzieciństwa, są młodzi, piękni, dobrzy, pełni ideałów. Po prostu, Niemcy.
Reszta postaci, które pojawiają się w filmie stanowi jedynie tło opowieści o tragizmie wojny. O tym jak zmienia ona ludzi, jak łamie charaktery i obnaża pierwotne instynkty. Tak pewnie powinno być, ale tło nie jest w tym przypadku nieważne. Mamy wszak do czynienia z nieczęstym przykładem próby ukazania losów matek i ojców dzisiejszych Niemców. Próby wytłumaczenia ich postępowania w czasie wojny. Trudno jest to zrobić uczciwie nie bazując na prawdzie i tu prawda niby jest, ale przepuszczona przez swoisty filtr. Autorzy dokonują ciekawej manipulacji polegającej na uczłowieczeniu i przybliżeniu widzowi młodych berlińczyków oraz zestawieniu ich z tępymi, małostkowymi, antysemickimi, prostakami – mieszkańcami podbijanych terenów. Tu jasno widać, że, choć metody były okrutne to przecież cóż było warte życie jakiegoś chłopa z ruskiej wsi. On nawet do trzech zliczyć nie potrafił, jak, więc można podludzi ze wschodu porównywać z kwiatem niemieckiej młodzieży.
Jest też wątek polski. Viktor wraz z młodą Polką uciekają z transportu do Auschwitz. Trafiają do jakiejś stodoły, gdzie spędzają noc. Rankiem odnajduje ich gospodarz i oferuje kilkudniową gościnę. To tylko przykrywka. Syn chłopa przekonuje uciekinierów, iż stary chce ich zadenuncjować. Pojawiają się żołnierze Armii Krajowej. Pierwszy zgrzyt następuje od razu. Twarze Polaków wyrażają oprócz, co najwyżej średniej inteligencji, agresję i złość. Niemieccy aktorzy mówią po polsku, co brzmi dość dziwnie i sztucznie. Samą grę pominę dyskretnie milczeniem. AK-owcy są antysemitami. Przepytują chłopaka i dziewczynę, by upewnić się, że Viktor nie jest Żydem. O dziwo nie mają problemu z tym, że to Niemiec. Partyzancki oddział jest niewielki i sprawia wrażenie pojedynczej działającej w próżni bandy. Nie ma stopni wojskowych i wydawania rozkazów ani śladu struktury podziemnej armii działającej jak regularne wojsko ze wszystkimi tego konsekwencjami. Są, za to kontakty handlowe z okoliczną ludnością. Ta ludność także nienawidzi Żydów. Chłopi wymagają zapewnienia, że w oddziale nie ma Żydów, zanim zgodzą się sprzedać żywność partyzantom.
Mentalność polskiej Armii Krajowej autorzy przedstawiają w scenie po zabiciu w zasadzce dwóch żołnierzy niemieckich. Oto słowa skierowane przez dowódcę do żołnierzy: „No zbierać amunicję, zegarki, obrączki, złote zęby…” (śmiech).
Viktor w każdej akcji partyzantów odgrywa kluczową rolę. Można, by odnieść wrażenie, że jest jedynym myślącym trzeźwo członkiem grupy. Do tego ma godność co wyraża podczas dyskusji partyzantów zdradzających wątpliwości czy ich walka ma sens, skoro Niemcy w odwecie mordują zakładników. „Nie ważne czy się umrze, ważne jak.” –mówi Viktor wywołując podziw dowódcy. Niestety, po akcji na pociąg, w którym znajdują się oprócz amunicji i broni żydowscy więźniowie Viktor zdradza swą tajemnicę. Jest Żydem. Nie tylko nie może być już partyzantem. Musi zginąć. Tu następuje scena, która ma złagodzić antysemicki obraz polskiego Podziemia. Dowódca oddaje Viktorowi swój pistolet i puszcza wolno z życzeniami aby ten przeżył wojnę.
Można się spierać o to czy należy w sprawie serialu protestować, czy też nie. Należy jednak nie zauważyć, że film ten wzmacnia obraz niecywilizowanych barbarzyńców ze wschodu i okrutnych, ale zdecydowanie mocniejszych intelektualnie Germanów. Przedstawiciele narodów podbitych ukazani są w sposób pogardliwy i co najwyżej z pewną dozą pobłażliwości. Niemcy wszak od dawna mieli dryg do propagandy. Tym razem również im się udało.
Trwa ładowanie komentarzy...