A jednak "matters"

Covery znanych, lubianych a w szczególności kultowych utworów wymagają wiele od wykonujących je artystów. Znany utwór może uwypuklić siłę wykonawcy, który w swoim oryginalnym repertuarze nie miał możliwości by pokazać pełnię umiejętności, możliwości. Dać z siebie 1000% wyrazu artystycznego w oprawie niekwestionowanego przeboju. Napisałem jednak, że prezentować ze sceny coś, co widzowie i słuchacze już znają z oryginału bywa jednak niełatwo. Trzeba się wspiąć na wyżyny własnej kreacji i tchnąć nową jakość w muzykę i słowa, które dotychczas budziły skojarzenia z kimś innym. Jedni sobie z tym radzą znakomicie, jak na przykład Mariah Carey gdy w 1993 roku zaśpiewała Without You z repertuaru Harry Nillsona (1972). Od wczoraj znów dyskutujemy w Polsce o Edycie Górniak. Nadal nie chodzi jednak o jej solowy album. Tym razem tematem jest jej interpretacja jednego ze sztandarowych przebojów grupy Mettalica – Nothing Else Matters. Padają głosy zachwytu oraz druzgocącej krytyki. Niektórzy posuwają się wręcz do opinii, że covery takich utworów powinny być zakazane. Czy aby na pewno? Postanowiłem przypomnieć poniżej kilka prób zmierzenia się z tą rockową balladą.



Macy Gray
Zacznijmy od wykonawczyni, która z pewnością nie kojarzy się z twardymi gitarowymi riffami i utworami, przy których można śmiało potrząsać lwią czupryną. Macy Gray to klubowy soul i rythm & blues rodem z kameralnych zadymionych wnętrz. Jej muzyka ma inny kolor dlatego wykonanie jednego z hymnów fanów Metalu należy potraktować jak wyzwanie. Wyzwanie rzucone tym wszystkim, którzy uważają, że są „numery” jakich nie wolno zmieniać. Macy Gray swoim charakterystycznym zachrypniętym głosem, z akcentem czarnych przedmieść Chicago śpiewa więc o tym, że nie ma znaczenia nic poza uczuciem łączącym dwoje ludzi. Mogą być od siebie nieskończenie daleko. Może ich dzielić, tradycja, kultura i wykształcenie, ale to wszystko się zupełnie nie liczy gdy jesteśmy ze sobą w myślach i w sercach.

Shakira
Kolejny przykład fantastycznego coveru, w którym artystka jest przede wszystkim sobą. Odważnie i bez zbytniego zadęcia mierzy się z klasycznym ciężkim utworem, pozwala nam go jednak odkryć na nowo. Połączenie wszystkiego za co fani uwielbiają Shakirę: charakterystyczny głos, południowy temperament i radość z przebywania na scenie. To przesądza o sile wykonania artystki.

Johanna Kurkela
Jak daleko pod wszystkimi względami jest młodej i nie bardzo znanej Fince do sławy i uznania będącej udziałem Shakiry i Macy Gray. Fińska pieśniarka i skrzypaczka, która pokazała się szerszej publiczności w lokalnych eliminacjach do konkursu Eurowizji w 2007 roku także poszła za głosem serca i przy akompaniamencie skrzypiec, fletu i gitary wykonała piękną, wzruszającą balladę. Oszczędna interpretacja wydobyła całe bogactwo z samej muzyki. W połączeniu z tak czystym, że sprawiającym wrażenie niewinności wokalem Johanna Kurkela przeniosła rozmowę zakochanych do małej osady gdzieś za kołem polarnym. Nic nie jest w stanie przeciwstawić się słowom zakochanej kobiety, która wie, że ten ktoś będący daleko jest jednocześnie przy niej. Ona po prostu to wie, niezależnie od wszystkiego co mówią i wiedzą inni.

Lissie
Lissie wraz z towarzyszącymi jej muzykami jest najbliższa klimatom grupy Metallica. Tak naprawdę gdyby nie fakt, że wiemy dla kogo śpiewa James Hetfield, można by pomyśleć iż to Lissie jest dziewczyną po drugiej stronie telefonicznej słuchawki. Lissie jest twarda i nieokrzesana. Trochę jak nieoszlifowany diament, choć przecież nie jest nikim w środowisku wokalistek country rocka, młoda amerykanka na złość niedowiarkom zapewnia, że nigdy nie zapomni osoby, którą kocha. Znakomite brzmienie gitar dopełnia soczystego, spójnego a co za tym idzie mocnego przesłania artystycznego jej interpretacji.

Edyta Górniak
Właściwie sam fakt okazji, przy której Edyta Górniak zdecydowała się wykonać Nothing Else Matters budzi już pewien dysonans. Impreza nie mająca nic wspólnego z autentyzmem, pięknem, miłością i szczerością. Konkurs sztywnych i przy tym sztucznych lalek stanowił pretekst do występu równie mało prawdziwego w swym wyrazie. Edycie Górniak nikt nie odmówi możliwości wokalnych, trudno jednak zrozumieć czemu powiela ona nieustannie ten sam schemat przejścia od czystego i mocnego głosu do krzyku. Krzyku kogoś, kto jest z innej bajki i nie bardzo wie po co, do kogo i co krzyczy. Edyta Górniak wyszła na scenę nie po to by zaśpiewać, lecz by się pokazać i to było niestety (nomen omen) widać. Cover powinien, według mnie być wersją utworu muzycznego przygotowaną tak, jakby został napisany właśnie dla tego konkretnego wykonawcy, nie zaś, jak w tym przypadku zakochanego rockmena przekonującego swoją dziewczynę, że tylko ona się dlań liczy. Edyta Górniak, być może byłaby bardziej przekonująca w repertuarze Celine Dion lub Dionne Warwick. Z premedytacją zamieściłem w tekście linki do innych wersji tego słynnego standardu, macie możliwość by sami to ocenić. Na zakończenie proponuję jednak zdecydowanie powrócić do oryginału.
Metallica

PS: Do porównania wykorzystałem jedynie wykonania wokalistek. Nie znaczy to, że nie wiem o innych :)Myślałem, że to oczywiste, ale okazuje się, iż nie ;)
Trwa ładowanie komentarzy...