Zimny poranek

-Zimny dziś poranek. – cisza.
– Zimny poranek, mówię! Zniecierpliwienie w kobiecym głosie brzmiało, aż nazbyt wyraźnie.
– Czy ty mnie słyszysz!? Czy w ogóle kiedykolwiek słuchasz co mam do powiedzenia?
- Tak , tak, tak Kochanie. Mężczyzna odparł jakby wyrwany z głębokich przemyśleń.
– Co - „tak, tak, tak”?
- Tak – jest zimny poranek, tak – słyszę co mówisz i wreszcie tak – słucham co masz do powiedzenia. Przepraszam, jeśli cię zdenerwowałem. Wiem, że nie możesz się doczekać. Ja też jestem ciekaw. Rozmawiałem przedwczoraj z Julią i ona powiedziała, że jej ten dzień w ogóle nie interesuje. Mówi, że ma dość tego zamieszania i wymęczonej chwili rozmowy. Ba, żeby to jeszcze można nazwać rozmową. Ostatnio usłyszała, że drożyzna i Stefan – jej wnuk – jest bez pracy. Nie może nic znaleźć, choć taki zdolny i wykształcony i szukał wszędzie.
- Wiesz Kochanie? – zamyślił się mężczyzna. Swoją drogą, to ciekawe jak nasz Maciej tak dobrze wylądował, skoro, o ile pamiętam, ledwo do trzech zliczyć potrafił. Nawet żona mu się udała, bo wnuki już zasługa obojga.
- Nigdy go nie lubiłeś i jesteś do niego uprzedzony. Tak było zawsze i nic się, jak widzę nie zmieniło. Może i go kochasz, to w końcu nasz jedyny syn , ale nie dziw się, że nie chce z tobą rozmawiać. Nawet teraz, a może szczególnie teraz…
- Przesadzasz jak zwykle. Starszy pan był wyraźnie poirytowany. Przecież zawsze starałem się i chciałem dla niego jak najlepiej. Załatwiłem, że go do wojska nie wzięli, a sama powiedz. Łatwe to, wtedy nie było. A on co? Nawet wdzięczności nie okazał. Jakby mu się to należało. Z resztą może i masz rację, że nie mogłem się z, nim dogadać. Ale jak tu rozmawiać z kimś, kto chce mieć zawsze rację i nie słucha jak ojciec dobrze radzi?
- No już dobrze, nie denerwuj się. Zaraz się zacznie i potem będziesz żałował, że wyszło jak zwykle. Starsza pani wyraźnie chciała zmienić temat.
- Zastanawiałam się, kto przyjdzie pierwszy? Do Jakubiaków zawsze przychodzi córka. O 10:30 jak w zegarku. Ile ona może mieć lat? Jak myślisz? Wygląda na siedemdziesiątkę, ale i tak trzyma się nieźle.
- Wygląda jak wygląda. Mężczyzna nie był zainteresowany drążeniem tematu córki Jakubiaków. Ja tam się nie patrzę na obcych tylko swojego pilnuje. Nasi mnie interesują. Kto przyjdzie i co powiedzą?
- Na pewno pokaże się Karol. Zawsze przychodzi i jeszcze kilka lat przychodził będzie. W liceum się we mnie kochał – pamiętasz? Białe chryzantemy i dwa znicze. Rok w rok.
- Przestań z tym Karolem. Znalazłby sobie kogoś Tam, a nie spokojnym ludziom w głowie mąci. Wkurza mnie, że tak przyłazi, jak do siebie!
- Cicho! Idą! Pierwsza Helenka. Znów w tym starym futrze. Synowa z niej dobra, ale wyglądu to nie miała nigdy. Ooo! Popatrz wzięli Michała i Agnieszkę! Jacy oni już duzi… i Maciek jest, patrz przytył, źle wygląda…
- Sama bądź cicho i posłuchaj, żebym ci nie musiał przez rok przypominać „co, kiedy i kto?”
Dłoń w wełnianej rękawiczce zgarnęła zeschłe liście. Pan Maciej zatrzymał palce na wykutych w kamieniu literach: „Stefania …. żyła…”
- Dzień dobry mamo.
Dwójka nastolatków była zajęta rozstawianiem zniczy, układaniem kwiatów. Po chwili stanęli wszyscy i tak trwali przez krótką chwilę.
- No, zbieramy się – zarządziła Pani Helena. - Teraz do moich.
Znikli szybciej niż się pojawili, pozostawiając zapalone światła i zieleń świerkowych gałązek. W alejce znów zaszeleściły kroki. Znoszony płaszcz i szary kapelusz. Białe chryzantemy w zmęczonych, zaczerwienionych zimnem dłoniach…
Trwa ładowanie komentarzy...