O autorze
Urodziłem się i mieszkam w Warszawie. Patrząc na ulice tego miasta sam dostrzegam pewien dysonans między tematyką mojego bloga, która ma dotykać stylu, dobrego smaku i różnych odcieni czegoś co zwykło się nazywać elegancją. Nie wiem, co prawda czy mam prawo się na tematy stylu i mody wypowiadać. Pewnie wielu powie, że nie powinienem bo brak mi wykształcenia w kierunku stylizacji, mody, sztuki i jej historii. Przez wiele lat wykonywałem zawód, raczej nie kojarzony z modą i stylem. Księgowy, mówią o profesji, którą przez lata zarabiałem na bułkę z masłem. Milsi znajomi używają określenia ekonomista, żeby mi nie było przykro. Facet z liczydłami i w zarękawkach nie do końca bowiem harmonizuje z wzorcem eleganckiego i stylowego mężczyzny. Może taka jest rzeczywistość, a może nie. Co tam, myślę sobie. Podobno dobrze piszę więc, jak będzie nawet niefachowo to może chociaż stylowo i elegancko.

Kapelusz na horyzoncie

Mało komu nie zależy na tym, aby dobrze wyglądać. Owszem, zdarzają się ludzie, sprawiający wrażenie, jakby widok jaki sobą przedstawiają niewiele ich obchodził. Ba, twierdzą nawet, że to dla nich bez znaczenia. Traktuję te deklaracje abnegacji z pewną dozą niedowierzania. Nie uważam, że obowiązkiem każdego jest maksymalna dbałość o najmniejszy nawet detal wyglądu. Tak nie jest i nie musi być. Większość z nas stara się, z różnym skutkiem, wyglądać na zadbanych. Chcemy przy tym jednocześnie, w sposób bardziej lub mniej świadomy, wyrazić swoją postawę wobec otoczenia. Czasem zależy nam na tym, aby się wyróżniać z tłumu. Innym razem nasze wysiłki kierujemy na zgrabne wtopienie się w nasz zawodowy mikroświat.
Jeszcze 60-70 lat temu, częścią męskiej garderoby pozwalającą zarówno na skuteczniejsze odróżnienie się od otoczenia, jak i upodobnienie się do niego, był kapelusz. Ulicami miast płynęły na głowach przechodniów kapelusze. Ich przeróżne kształty, materiały i sposoby noszenia, stanowiły często wyznaczniki statusu i znaki rozpoznawcze profesji. Nie sposób było sobie wyobrazić dziewiętnastowiecznego angielskiego dżentelmena bez nieskazitelnie czarnego melonika. Wzór przypominający kształtem melon nie został, co prawda stworzony dla wyższych sfer, ale świat londyńskiego City w swoim czasie był go pełen. Mężczyzna z gołą głową należał do rzadkich widoków nawet na plaży.
Przypomnijcie sobie klasyczne filmy i słynne z nich postacie: Humphrey Bogart w tajemniczej fedorze z szerokim rondem. Tego typu kapelusz nieodłącznie kojarzyć się będzie także z Harrisonem Fordem i kreowanym przez niego archeologiem – podróżnikiem. Pamiętamy Franka Sinatrę, uważanego do dziś za człowieka najbardziej umiejętnie potrafiącego wykorzystać magię kapelusza. Złośliwi twierdzą, że zaczął go nosić dopiero wówczas, gdy przerzedził mu się włos. Nie zmienia faktu, iż potrafił poprzez dobór i sposób noszenia pokazać naprawdę wiele. Kapelusz przyciąga wzrok i pozwala mężczyźnie dodać sobie oryginalności. Właściwie dobrane i noszone nakrycie głowy podkreśla charakter ubioru i jest jego dopełnieniem. Niektórzy dopatrują się zaniku powszechności korzystania z kapeluszy w fakcie, że nasze okrycia stały się niekompatybilne z eleganckim, bądź co bądź, elementem stroju. Coś w tym jest, ale nie do końca, bo przecież są kapelusze znakomicie pasujące do wytartych dżinsów. Choćby rodzaj zwany pork pie (od kształtu przypominającego tradycyjne amerykańskie ciasto „pie” z wieprzowym farszem). Ten typ kapelusza nosili na przykład słynni Blues Brothers, oraz konstruktor bomby atomowej Robert Oppenheimer. Obecnie w tego typu nakryciu głowy występują m.in. jazzman Markus Miller i aktor Robert Downey Jr., czy piosenkarz Justin Timberlake.
Warto wzbogacić swoją garderobę o co najmniej jeden kapelusz. Nie polecam jednak pochopnego wyboru. Sam wykorzystuję swoje zdjęcie, do którego „przymierzam” kapelusze. Efekty bywają niekiedy zaskakujące. Są też pewne zasady, które pozwalają dopasować kapelusz właściwy do kształtu naszej głowy i twarzy. Oto kilka z nich:
- krótka szeroka twarz np. Lech Wałęsa nie powinna być zbytnio zasłaniana. Najlepiej prezentuje się w kapeluszu z średniej wielkości główką, cienką opaską w kontrastowym kolorze, niezbyt duże rondo powinno być opuszczone. Sam kapelusz, z kolei, raczej nosimy przesunięty do tyłu, by nie „skracał” i tak niezbyt długiej twarzy.
- długa szczupła twarz np. Johnny Depp wymaga kapelusza z krótszą główką. Jej front, czyli ta część, którą widzimy patrząc en face na osobę w kapeluszu, nie powinna mieć kształtu kwadratu i być zbyt wysoka. Rondo średnio-szerokie, lekko zagięte do góry nad uszami.
Kapelusz nie powinien eksponować braków w regularności naszych rysów, lecz je tuszować. To jest, z resztą, w ogóle jedna ze złotych zasad właściwego doboru stroju.
Co do kolorów to proponuję łączyć kapelusz z ubraniem w ciemniejszym odcieniu tego samego koloru. Są oczywiście również inne możliwości i tu najbardziej uniwersalna, w odniesieniu do kapelusza wydaje się szarość i ... zieleń, co dla mnie było odkryciem.
Tyle na kapeluszowy temat w skróconej, blogowej formie. Mam nadzieję spotkać kogoś z czytelników w kapeluszu. Pozdrowimy się wówczas lekkim skinięciem głowy i pozornie niedbałym dotknięciem krawędzi ronda. Chyba, że będzie to czytelniczka, wtedy kapelusze z głów.
Trwa ładowanie komentarzy...