O autorze
Urodziłem się i mieszkam w Warszawie. Patrząc na ulice tego miasta sam dostrzegam pewien dysonans między tematyką mojego bloga, która ma dotykać stylu, dobrego smaku i różnych odcieni czegoś co zwykło się nazywać elegancją. Nie wiem, co prawda czy mam prawo się na tematy stylu i mody wypowiadać. Pewnie wielu powie, że nie powinienem bo brak mi wykształcenia w kierunku stylizacji, mody, sztuki i jej historii. Przez wiele lat wykonywałem zawód, raczej nie kojarzony z modą i stylem. Księgowy, mówią o profesji, którą przez lata zarabiałem na bułkę z masłem. Milsi znajomi używają określenia ekonomista, żeby mi nie było przykro. Facet z liczydłami i w zarękawkach nie do końca bowiem harmonizuje z wzorcem eleganckiego i stylowego mężczyzny. Może taka jest rzeczywistość, a może nie. Co tam, myślę sobie. Podobno dobrze piszę więc, jak będzie nawet niefachowo to może chociaż stylowo i elegancko.

W zgodzie z czasem

Nowoczesny mężczyzna, przedstawiciel industrialnej społeczności, zwykle ma mało czasu. Temat pośpiechu, zdążania, gonienia terminów pojawia się w rozmowie bardzo często. W pracy właśnie zaczyna się kolejny projekt, który wciąga i ekscytuje nowością. Doba wciąż jednak ma 24 godziny, a my potrzebujemy ich więcej i więcej. Rozglądanie się wokół nie jest modne - to już strata czasu. Nie wolno tracić z oczu celu. On jest najważniejszy, przynajmniej do chwili, kiedy zainteresuje nas coś nowego. Wówczas stary cel, który jeszcze chwilę temu przyciągał jak magnes, nie jest wart więcej niż przedwczorajsza gazeta. To jest i będzie blog o elegancji i stylu. Wstęp, który może wielu wydać się niezwiązany z tematem jest, moim zdaniem, jak najbardziej na miejscu.
Często mówi się o „niewymuszonej elegancji”. Niewymuszona, to znaczy, jaka? Otóż taka, która płynnie przenika całość naszego zachowania, wyglądu i stylu życia. Jak jednak dążyć do osobistej harmonii, a taką jest, według mnie, stylowa perfekcja, gdy nie mamy czasu? Może powinienem raczej napisać -mamy czas, ale nie jesteśmy z nim zgrani. Miotamy się w mniejszej lub większej panice, by gdzieś, z czymś, do kogoś zdążyć. Niestety, często nie dajemy rady i wpadamy zasapani wprost z biura do teatru. To nie tak ma wyglądać. Krótko mówiąc, stylowy mężczyzna powinien być zawsze „na miejscu”.
Brak koordynacji własnej przestrzeni czasowej bardzo przeszkadza w osiąganiu czegokolwiek, poza podwyższonym poziomem stresu. Postarajmy się zrobić remanent swojego czasu. Spróbujmy ustalić, gdzie zużyliśmy codzienne 24 godziny w ciągu minionego tygodnia. Wystarczy kartka papieru podzielona na siedem kolumn i co? No oczywiście, czas na wypełnienie tabeli! Tego ostatniego, na szczęście, potrzeba niewiele, a poza tym potraktujcie to zadanie, jako inwestycję. Nie warto komplikować, więc proponuję wyznaczyć proste kategorie aktywności: sen, praca, transfer (tylko wtedy, gdy nic innego wówczas nie robicie) i w końcu czas wolny. No dobrze, powiecie, ale jest tyle rzeczy, które robimy poza pracą snem i przemieszczaniem się. Zgoda, najpierw chciałem jednak abyście poczuli, ile tego czasu na „wszystko inne” jest. Weźmy, bowiem przykład kogoś, kto pracuje pięć dni w tygodniu. Bądźmy idealistami i przyjmijmy, że spędza w pracy 8 godzin. Mieszka w dużym mieście, więc na dojazd i powrót potrzebuje (wersja optymistyczna) 1 godzinę. Sen jest ważny, co niby wszyscy wiedzą, ale w sporej części, na tej wiedzy poprzestają. Załóżmy minimum snu, co oznacza, że nasz „Ktoś” sypia po 5 godzin. Okazuje się, że 14 godzin z doby już zagospodarowane. Zostało 600 minut. Czy to dużo? Uważam, że tak. W tym czasie jemy, myjemy się, uprawiamy sex, czytamy książki, jeździmy na rowerze, spotykamy się ze znajomymi i rodziną… itd.. Ci, którzy mają dzieci muszą uwzględnić w swoim planie także czas dla nich. Czy nadal uważacie, że 10 godzin dziennie to tak wiele?
Niewymuszona elegancja polega między innymi na tym, że jesteśmy w pełni świadomi roli, jaką w danym momencie dnia wypełniamy. Może to być rola pracownika (szefa czy podwładnego), ojca, męża, czy obrońcy w drużynie piłkarskiej. Warto się skupić na tym, gdzie jesteśmy i jako kto. Nie jest wzorem elegancji wpatrywanie się zza biurka w okno, w tęsknocie za niebieskimi migdałami. Podobnie zwrot przez sztag, z telefonem przy uchu, (bo z pracy coś chcą), nie należy do kanonu żeglowania. Dlatego właśnie sądzę, że warto sobie własne aktywności, przynajmniej „z grubsza”, zaplanować. Zostawić biuro z nielubianym szefem w pracy, a w domu zacząć od prysznica i zmiany ubrania na takie, które pozwoli bezstresowo pobawić się z dzieckiem. Już sama czynność zmycia z siebie poprzedniego wcielenia daje poczucie lepszego wejścia w nową sytuację.
Istnieje pogląd, że elegancki mężczyzna potrafi odnaleźć swój styl wszędzie. Gdy jesteś ze swoją kobietą to myśl o niej, a nie o tym czy dostawa do sklepu, w którym pracujesz, przyjdzie na czas i będzie zgodna z twoim zamówieniem. Na to, aby wszystkiego dopilnować miałeś szansę w pracy.
Styl i elegancja to nie tylko dobre wychowanie i nienaganny ubiór. To o wiele więcej. Nie chciałem zaczynać od sposobu doboru zegarka, czy spinek. Dla równowagi następny blog będzie jednak poświęcony ubiorowi. Napiszę o tym, co przez lata stanowiło niezbędne dopełnienie wizerunku mężczyzny a dziś uchodzi raczej za ekstrawagancję.
Ciekawe czy zgadniecie, co mam na myśli?
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Moda
Trwa ładowanie komentarzy...